YI9KT DXpedition

W podróż do Iraku wyruszyłem 1 lipca 2004 roku, w ramach III zmiany Misji Stabilizacyjnej Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Republice Iraku. Po lądowaniu w Kuwejcie, przekroczeniu granicy Iraku, oraz przebyciu ok. 600 km przez tereny w większości pustynne dotarłem do Babilonu. Baza położona jest ok. 120 km na południe od Bagdadu, w malowniczej okolicy. Od zachodu i częściowo od południa graniczy z rzeką Południowy Hillah, od północy i wschodu oddzielają ją szerokie kanały nawadniające. Teren jest prawie płaski porośnięty bujną roślinnością, przeważnie palmami. Na obrzeżach bazy znajdują się ruiny starożytnego Babilonu, cywilizacji Sumerów sięgającej ok. 5000 lat, bliżej widać współczesne rekonstrukcje murów obronnych i fragmenty starożytnych pałaców władców Babilonu. Klimat od początku nas nie rozpieszczał. Od lipca do września temperatura w cieniu oscylowała od 49 do 55o C. Całe szczęście, że wilgotność powietrza była bardzo mała ok. 10 - 20 %. Po kilku dniach aklimatyzacji i objęciu obowiązków od kolegów z poprzedniej zmiany, rozpocząłem starania o uzyskanie zgody władz wojskowych na pracę amatorskiej radiostacji z terenu bazy. Licencję zezwalającą na pracę z terytorium Republiki Iraku oraz znak wywoławczy YI9KT posiadałem już przed wyjazdem z Polski. Dawała mi ona identyczne możliwości jak zezwolenie krajowe - czyli wszystkie pasma zgodnie z tabelą I Regionu IARU. Formalności załatwiłem przez internet dzięki pomocy kolegów: Kas YL1ZF (YI9ZF), Fred W3ICM (YI3DX) oraz Marka SP5IYI. Całość przygotowań zajęła mi prawie cztery miesiące. Potrzebny był specjalny formularz na wydanie licencji Ministerstwa Komunikacji i Transportu Republiki Iraku, kopia zezwolenia krajowego oraz certyfikat wydawany przez URTiP w Warszawie. Okres trzech tygodni od przyjazdu do uzyskania pozwolenia, wykorzystałem na znalezienie masztu do mojej anteny vertical GP-7 (prod. SP7GXP). Po wielu poszukiwaniach udało mi się wykorzystać część masztu teleskopowego ok. 6m, który akurat miał odpowiednią średnicę na szczycie do osadzenia podstawy anteny. W tym miejscu pragnę podziękować Waldkowi SP7GXP za przygotowanie oraz zestrojenie anteny GP-7 oraz jej modyfikację tak aby zmieściła się w 1,5 m pokrowcu. Wyjeżdżając z Polski ciężar mojego bagażu był mocno ograniczony, pomimo to zabrałem dodatkowo transciver IC-735, zasilacz PS-55, inverted V 2x20 m, dwa kable RG-213 ok. 25 m, skrzynkę antenową, klucz telegraficzny, dzienniki stacyjne oraz trochę części i drobiazgów. Niestety musiałem zrezygnować z loptopa, czego obecnie żałuję. W międzyczasie rozglądałem się również za pomieszczeniem gdzie można by umieścić radiostację. W grę wchodziły praktycznie dwie lokalizacje, kontener mieszkalny lub warsztat elektroniczny, miejsce mojej pracy. Po głębokiej analizie, wybrałem to drugie rozwiązanie, ponieważ brak było w pobliżu radioodbiorników, telewizorów oraz innych środków łączności, a teren wokół był płaski, piaszczysty i suchy (ostatni deszcz padał w styczniu). Kontener był klimatyzowany, a od innych mieszkalnych oddalony o ok. 200 m. Od północnego zachodu tj. kierunek na Europę środkową i USA, nieco zasłonięty przez rekonstrukcję murów obronnych starożytnego Babilonu. 24 lipca otrzymałem upragnioną zgodę władz wojskowych. Dziękuję swoim przełożonym za ogromny kredyt zaufania, jaki dostałem. Starałem się ich nie zawieść. W niedzielę 25 lipca wcześnie rano zamontowałem maszt teleskopowy na dachu kontenera, następnie skręciłem antenę GP-7 z dwóch segmentów już wcześniej przygotowanych. Sprawdziłem SWR, antena na pasmach podstawowych stroiła się bardzo ładnie w środku pasma. Gorzej było na wąskich pasmach WARC, rezonans był przesunięty bliżej końców pasm. Prawdopodobnie działo się tak dlatego, że trapy bardzo mocno nagrzewały się tak, że nie sposób było dotknąć ich gołymi rękami. Dochodziła godzina jedenasta, temperatura osiągnęła już wartość 53o C, na niebie bezskutecznie można by wypatrywać pojedynczego obłoczka. Za ponowne strojenie postanowiłem zabrać się innym razem. W trakcie tych prób wypiłem ok. 4,5 l napojów żeby uzupełnić niedobór wody w organizmie. Jak później czas pokazał, ponowna regulacja anteny nastąpiła dopiero w grudniu podczas przenosin do miejscowości Diwaniyah. Ostatecznie została ona zamontowana ok. 9 m nad ziemią i 5 m nad metalowym dachem kontenera. Zestroiłem radio na pasmo 20 m na SSB i podałem pierwsze wywołanie. Trochę się jeszcze myliłem, bo nie przyzwyczaiłem się do nowego znaku YI9KT. Na moje wywołanie zgłosił się Jerzy SP8TK z mojego miasta Lublina. Radość była ogromna, choć słyszalność o tej porze dnia niestety słaba. Po kilku bezskutecznych wywołaniach przeszedłem na pasmo 17 m. Słyszalność bardzo dobra, wołało wiele stacji, z minuty na minutę coraz więcej. Początkowo trochę mnie to zaskoczyło, bo nie sądziłem, że dla tak wielu, Irak będzie nowym krajem lub nowym na danym paśmie. Do ogromnego pile-up musiałem stopniowo przywyknąć i nad nim zapanować. Ciężko mi było się przestawić - do tej pory to ja wołałem, polowałem na ciekawe stacje, a obecnie sam stałem się obiektem poszukiwanym. Warunki propagacyjne pod koniec lipca i na początku sierpnia nie były sprzyjające. Pracowałem głównie na pasmach 17 m i 20 m, czasami jak warunki pozwalały, próbowałem również na pasmach 15 m, 12 m, 10 m, a wieczorami na 30 m. Na paśmie 40 m przeważnie sygnały były słabe z dużym poziomem zakłóceń i trzasków. Te kilka lipcowych dni dały mi rozgrzewkę, bo sierpień przyniósł kulminację stacji wołających. Prawdopodobnie wielu krótkofalowców po pierwszych informacjach w biuletynach informacyjnych zakładała, że aktywność będzie krótka - dwa tygodnie, może miesiąc. Chwilami pile-up ciągnął się kilka kiloherców w górę od mojej częstotliwości. Pracowałem głównie telegrafią na dwóch częstotliwościach z tzw. splitem. Łączności foniczne prowadziłem przeważnie ze stacjami polskimi. Coraz częściej i na coraz dłużej otwierały się pasma 15 m i 12 m, czasami na krótko również pasmo 10 m. Zazwyczaj po włączeniu radia najpierw słuchałem poczynając od pasma 10 m, później pasma niższe. Działalność amatorska niestety była mocno ograniczona. Mogłem pracować tylko w czasie wolnym, często kosztem wypoczynku. Przeważnie mój dzień przebiegał następująco. Od 07.15 do 11.30 czasu lokalnego praca zawodowa, od 11.30 do 13.30 przerwa na obiad. Najczęściej wtedy pojawiałem się na paśmie na ok. 1 - 1,5 godziny, później posiłek, czasami kolejność była odwrotna. Od godziny 13.30 do 17.30 obowiązki służbowe, następnie przerwa na kolację. Wtedy też starałem się pracować około jednej godziny na paśmie, później posiłek i odprawa. Ponownie miałem wolne około godziny 20.30 i zazwyczaj wykorzystywałem go do pracy amatorskiej do północy. Różnica czasu w stosunku do czasu polskiego wynosi +2 godziny. Wieczorami często bywałem na niższych pasmach. Czasami ta harmonia bywała zachwiana, gdy wypadał mi dyżur i pojawiałem się w innych godzinach, niekiedy w nocy lub nad ranem szczególnie dla stacji z Ameryki Północnej i Środkowej. Na początku sierpnia dociera do Babilonu Zenek SP3GTS, który wzmacnia obsadę stacji i jest ona częściej słyszalna w eterze. Moje początkowe założenie - czyli aktywność na pasmach 40 - 10 m, szybko weryfikuje życie. Na prośby wielu kolegów o łączność na paśmie 80 m, 25 sierpnia zainstalowałem antenę inverted V 2x20 m. Niestety jej warunki montażowe na to pasmo pozostawiały wiele do życzenia, ale co można było zrobić. Zamocowałem ją do drzewa około 11 m nad ziemią, a końce anteny około 5 m od ziemi były przytwierdzone do palm. Ukierunkowałem ją na północ na UA3 - UA4. Na inne usytuowanie nie było szans. Wieczorem około godziny dwudziestej drugiej rozpocząłem pierwsze próby na 80 m. Wołało bardzo dużo stacji, ale warunki propagacyjne w sierpniu na dystansie ok. 4000 km są bardzo słabe. Sygnały odbierałem średnio na poziomie S 3-5. Dodatkowo pracę utrudniał wysoki poziom szumów i trzasków, czasami nawet na poziomie S-9. W drugiej połowie sierpnia dowiedziałem się, że stacje polskie z licencjami kategorii B dostały możliwość działania w pasmach 80 m i 10 m. Na początku września pasmo 10 m coraz częściej otwierało się nie tylko wzdłuż równika lub na południe, ale również w kierunku Europy. Z zaskoczeniem obserwowałem bardzo znaczny wzrost aktywności stacji polskich pracujących w paśmie 28 MHz. Z tej odległości widać to było jak na dłoni. Później, w miesiącach zimowych dostrzegałem podobne zjawisko przy dobrych warunkach propagacyjnych w paśmie 80 m. Bardzo mnie cieszyły takie łączności, bo wielu młodym stażem nadawcom, dawałem szanse na zrobienie nowego kraju. Podobną aktywność zauważyłem wśród stacji niemieckich. Od drugiej połowy sierpnia moją działalność wielokrotnie przerywały alarmy oraz częste ostrzały moździerzowe. Starałem się stosować zasadę, że w pierwszej kolejności odpowiadam stacjom polskim, QRP, DX-owym i dopiero potem pozostałym. We wrześniu, korzystając z lepszych warunków propagacyjnych, na wyższych pasmach 15-10m przebywałem dłużej, a rzadziej na pasmach 40-80 m. Prawie cały czas pracowałem telegrafią, może poza pasmem 10 m, gdzie celowo więcej używałem SSB, aby dać szansę młodszym stażem kolegom (którzy jeszcze nie nauczyli się telegrafii). Wiele stacji prosiło o zwiększenie aktywności również na SSB, więc od połowy września częściej pracowałem tą emisją, nie zaniedbując również telegrafii. Przez pierwsze dwa miesiące znalazło się w moim logu 12.200 łączności. W październiku-listopadzie bardzo dużo QSO przeprowadziłem na skrajnych pasmach - w dzień 12-10 m, wieczorem 40-80 m korzystając z wspaniałej propagacji. Starałem się często pracować w zależności od warunków, również DX-owo - tylko dla USA lub Japonii. Udało mi się zrobić tysiące łączności z tymi stacjami i z wieloma innymi, często bardzo egzotycznymi i odległymi. Europa była właściwie osiągalna na większości pasm przez większą część doby. Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że niewielka co prawda ilość stacji europejskich, nie umie się właściwie zachować na paśmie, a ich zasadami, którymi się kierują, to "brak jakichkolwiek zasad". Nie wnikają czy ktoś odbiera, czy nadaje, czy wywołanie jest kierunkowe, skierowane do określonych stacji, tylko wołają na upartego, przeszkadzając innym. Doświadczyłem również tego, że silna stacja z Europy, ustawiała się na mojej częstotliwości i usilnie nadawała CQ DX, powodując tylko zakłócenia i zamieszanie. Opierając się na zdaniu wielu kolegów mój sygnał był raczej silny i takie działanie można by uznać za celowe. Miałem również ciekawy przypadek podczas pracy na paśmie 10 m, w okresie wspaniałej propagacji. Pewna stacja CB wielokrotnie wołała mnie z propozycją przejścia na częstotliwość dx-ową CB (a wiec poza dozwolonym zakresem) w celu nawiązania łączności (bo tam czeka lista chętnych na QSO). Niestety nie mogłem spełnić tych próśb, bo nie mogłem pracować na tych częstotliwościach z terenu Republiki Iraku. Antena Waldka SP7GXP GP-7 sprawowała się znakomicie, co wielu kolegów mogło ocenić osobiście prowadząc łączności z YI9KT. Mnie szczególnie zaskoczyła dobra praca na najniższym paśmie 40 m. Około połowy października, coraz więcej osób sygnalizowało mi, że maja już łączność ze mną na 8 pasmach CW i 7 na SSB, prosząc o QSO w paśmie 160 m. Łatwo powiedzieć trudniej wykonać zważywszy, że nie było gdzie rozwinąć tak dużej anteny. Myślałem intensywnie na ten temat i w dniu 21 października, tuż przed zawodami CQWWDX SSB wykonałem i zainstalowałem inverted V 2x39 m. Zdawałem sobie w pełni sprawę, że wysokość jej zawieszenia ok. 9 m nad ziemią jest daleka od doskonałości. Jej końce zamocowałem do niezawodnych palm, a punkt zawieszenia stanowił słup po byłej stacji transformatorowej wysokiego napięcia. Psuło to trochę pracę anteny na 80 m, bo jedna znalazła się w środku drugiej. Przeprowadziłem pierwsze łączności na tym paśmie przekonując się, że słyszalność była raczej słaba, a warunki propagacyjne mocno sporadyczne. Odległość domku Zenka SP3GTS (YI9GT) od mojego lokum wynosiła ok. 150m. Postanowiliśmy na czas zawodów się rozdzielić. Ja pracowałem na wyższych pasmach 20-10m, natomiast Zenek na niższych, a w szczególności na 160 m, ze wspaniałej lokalizacji, położonej nad brzegiem rzeki, na wzniesieniu ok. 150 m nad poziomem terenu. W zawodach CQWWDX SSB przeprowadziłem łącznie 850 QSO - trochę pechowo się złożyło, bo w tych dniach miałem dużo pracy zawodowej. W listopadzie coraz więcej udzielałem się wieczorami na pasmach 40 i 80 m. W połowie miesiąca opracowaliśmy z Zenkiem ambitny plan startu w zawodach CQWWDX CW w kategorii wielopasmowej - dwóch operatorów pod moim znakiem YI9KT. Nasz cel to umożliwienie jak największej liczbie stacji zaliczenie łączności z Irakiem. Aby pozyskać maszt Zenek demontuje swoją antenę 3 el. YAGI. Zamocowaliśmy natomiast delta loop 85 m pionowo, lekko pod skosem. Sprawowała się wyśmienicie na 80 i 40 m. Stacje z USA i Japonii bez problemów zaliczały łączności. Pragnę zaznaczyć, że w Iraku nie używałem wzmacniacza mocy, o co niektórzy koledzy mnie podejrzewali, bo go po prostu nie miałem. W części telegraficznej zawodów wystartowaliśmy z rozmachem na 6 pasmach. Udało się utrzymać pracę stacji przez 45 godzin. Przeprowadziliśmy łącznie 2334 QSO uzyskując 2.620.200 punktów, w międzyczasie wykonując swoje obowiązki, z których przecież nie mogliśmy być zwolnieni. Bardzo dużo łączności przeprowadziliśmy na niskich pasmach, co uważam za duży sukces W tym czasie trwał proces przenoszenia bazy do miejscowości Diwaniyah. Dni naszego pobytu w Babilonie były już policzone. Zaraz po zawodach zdemontowaliśmy anteny. Do 4 grudnia zostawiłem sobie kawałek drutu ok. 20 m 6 m nad ziemią i na tym prowadziłem łączności do ostatniego dnia pobytu w Babilonie. Łącznie z Babilonu zrobiłem 28.650 łączności. 5 grudnia wyjechałem do Diwaniyah, około 120 km na południe. Baza jest położona około 0,5 km od miasta na terenie półpustynnym, palma, czy inne drzewo należy tutaj do rzadkości. Po przybyciu kilka dni upłynęło zanim przydzielono mi lokalizację i mogłem się zagospodarować. Starałem się tak ustawić kontener, aby wykorzystać do maksimum walory otoczenia do zawieszenia anten. Pomocne okazały się 9 m słupy po byłej trakcji wysokiego napięcia - bez przewodów. Między nimi rozwiesiłem poziomo deltę loop 85 m lekko pochyloną do ziemi do wysokości 5 m. Pochylenie trójkąta wypadło w kierunku Europy. Po drobnych korektach, udało się osiągnąć SWR 1,4. Vertical GP-7 zamocowany został nad metalowym dachem wiaty (ok. 10 m nad ziemią), co myślę dodatkowo wpłynęło pozytywnie na jej skuteczność. Filary konstrukcji były w wielu miejscach uziemione. 10 grudnia wznowiłem pracę na pasmach amatorskich. Później wspólnie z Zenkiem SP3GTS zawiesiliśmy inverted V 2x39 m na pasmo 160 m, też do słupa byłej trakcji oraz do metalowych słupków. Pracowała poprawnie; w Europie sygnały były odbierane na poziomie S 7-9, znacznie gorzej ocenialiśmy ją po stronie odbiorczej. W Diwaniyah postanowiliśmy z Zenkiem YI9GT pracować z jednych anten i z jednego pomieszczenia, z powodu braku miejsca na rozwinięcie dwóch stacji, tak jak w Babilonie. Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia podjęliśmy decyzję o budowie anteny odbiorczej Beverage 125 m, na pasma 160, 80 i 40 m. Wykorzystałem do tego drut telefoniczny, uziom z jednej strony stanowiła konstrukcja wiaty, a na drugim końcu zakopany kawał metalu. Rdzeń ferytowy (o przenikalności przypadkowej) na transformator dopasowujący został pozyskany ze starego telewizora. Znacznie gorzej było z montażem 125 m przewodu ok. 1,5 m nad ziemią, ze względu na chodzących obok ludzi i jeżdżące pojazdy. Antena została sprytnie rozmieszczona na szczytach zwojów drutu kolczastego tzw. koncentriny. I tak powstała, jedyna chyba na świecie, antena beverage - koncentrinowa. Ukierunkowana była ok. 310o, w kierunku Europy Zachodniej i USA. Efekt już pierwszego wieczoru był wspaniały, stacje DX-owe, ledwie słyszalne na innych antenach, odbierałem bez większych problemów. Po 20 grudnia bardzo dużo krótkofalowców europejskich i amerykańskich zawdzięcza łączność i często zaliczenie Iraku na pasmach 160 m, 80 m i 40 m właśnie tej antenie. Praktycznie od tego momentu rozpoczął się nowy rozdział w działalności na niskich pasmach. W dniu 22 grudnia ostatni polski żołnierz opuścił bazę Babilon i została ona przekazana władzom Irackim. Okres Świąt Bożego Narodzenia przywoływał wspomnienia rodzinnego domu i polskiej tradycji. Koniec miesiąca oraz styczeń upłynął mi głównie na pracy na pasmach 160 m - 30 m. Często pracowałem na SSB na 40 i 80m, bo wielu kolegów prosiło o łączność na tych pasmach i tą emisją, a często słyszałem, że jest to nowy kraj, co sprawiało mi dużą przyjemność, że mogłem pomóc. Raporty 59 + 20 db, czasami i więcej, przy nadajniku 100 watt i antenie delta 7m nad ziemią, też cieszyły. Na telegrafii chyba chwilowo zaspokoiliśmy popyt . Propagacja na wyższych pasmach była raczej mocno sporadyczna. Około 10 stycznia niespodziewanie Zenek YI9GT wyjeżdża do Polski. Cały ciężar pracy spadł wtedy na mnie. Nie miałem już z kim dzielić czasu przy radiu. Wcześniej we dwóch, można sobie było pozwolić na wieczór lub dwa odpoczynku, a stacja i tak była czynna dla chętnych na łączność. Na przełomie roku zupełnie przypadkowo dowiedziałem się, że w bazie Diwaniyah przebywa krótkofalowiec słowacki Michał OM2AQ, że ma stację i przydzielony znak YI9AQ. Po kilku dniach doszło do spotkania. Od jakiegoś czasu nie pracował on na pasmach, bo mieszkał w miejscu, gdzie nie było w pobliżu ani drzewa, ani słupa i nie miał gdzie rozwiesić swojej anteny. Pomogłem mu przenieść się do skrajnego kontenera blisko drzew i zawiesić windom 41,5 m oraz deltę loop 43 m. Dzięki temu od połowy stycznia wznowił działalność głównie na 40 i 20 m. Słyszałem go do mojego wyjazdu prawie co wieczór jak pracował na SSB. Ostatni tydzień stycznia i początek lutego 2005 roku upłynął mi na codziennych skedach (około godziny 22) w paśmie 160 m, z różnym skutkiem, z powodu kapryśnej propagacji. Ale bywały wspaniałe otwarcia i praca wtedy przypominała pasmo 20 m. Właśnie wtedy dużo stacji zaliczyło łączność z Irakiem. Były dni tak dobrej propagacji, że właściwie każdy dysponujący anteną na 80 lub 40 m mógł bez trudu nawiązać QSO, często małymi mocami QRP 5 watów lub nawet 1 - 2 wata. Zdarzyło mi się również rozmawiać z korespondentem, który używał mocy 0,1 wata. Zbliżał się czas mojego powrotu do domu. 4 lutego zdemontowałem antenę na pasmo160 m, a 5 lutego GP-7. Zostawiam sobie jeszcze tylko deltę 85 m, na której pracowałem do soboty 5 lutego, do godziny 22.38 GMT. W Iraku była już właściwie niedziela, około pierwszej w nocy. Ostatnią łączność przeprowadziłem w paśmie 40 m cw z JA1BPN i wyłączyłem radio. Rano 6 lutego zwolniłem odciągi i konstrukcja opadła na ziemię. Zwinąłem wszystko szybko, bo w południe miałem odprawę celną bagażu do wyjazdu. Ostatecznie z bazą Diwaniyah pożegnałem się 7 lutego rano po przeprowadzeniu 10.770 QSO, udając się w 500 km podróż na lotnisko do Kuwejtu. Bilans mojego 222 dniowego pobytu w Republice Iraku i 6 miesięcznej działalności na 9-ciu amatorskich pasmach to 39.420 łączności z 248 krajami na sześciu kontynentach.

Band CW SSB Total
1,8 Mc 354 9 363
3,5 Mc 3754 447 4201
7 Mc 7748 1800 9548
10 Mc 4484 - 4484
14 Mc 2028 668 2696
18 Mc 4331 1202 5533
21 Mc 3748 1435 5183
24 Mc 2346 1126 3472
28 Mc 2320 1620 3940

Total

31113

79%

8307

21%

39420

Zdecydowaną większość moich łączności telegraficznych przeprowadziłem pracując kluczem sztorcowym. Moja aparatura nadawczo - odbiorcza dzielnie zniosła trudne warunki - silne zapylenie oraz wysoką temperaturę. W okresie wysokich upałów zasilacz dodatkowo był chłodzony wentylatorem. Przez cały czas pobytu zanotowałem jedynie drobną awarię - przepalenie się żarówek podświetlających skalę cyfrową transcivera, którą po kilku dniach usunąłem. Z moich obserwacji wynika, że stacje z Iraku są najbardziej poszukiwane w pasmach 160 m, 80 m, 40 m SSB, 12 m, 10 m. Natomiast najmniejsze zainteresowanie jest na 20 m. Myślę, że może w przyszłości, dane te będą dla kogoś pomocne. Pragnę raz jeszcze podziękować Jerzemu SP8TK za udzieloną pomoc w przygotowaniach do wyjazdu oraz wszystkim moim korespondentom za przeprowadzone łączności. Dziękuję za liczne życzenia oraz słowa wsparcia, mojej rodzinie, za to że była ze mną cały ten czas i dzielnie znosiła okres rozłąki. Po powrocie do domu musiałem się zmierzyć z ogromną ilością kart QSL, które czekały na wypisanie. W chwili pisania tego artykułu wypełniłem i wysłałem kilka tysięcy kart direct oraz 18 kg kart przez biuro dla wszystkich, którzy nadesłali swoje potwierdzenia . Szczególnie dziękuje mojej żonie, która wcieliła się w rolę QSL managera, bez jej pomocy, nie byłoby możliwe sprawdzenie i wypisanie tak dużej ilości potwierdzeń. Serdecznie pozdrawiam, życząc wielu ciekawych łączności.

Ryszard SP8HKT.

Wybrane zdjęcia z ekspedycji.